Wsiowe zapiski. Rozterki matki dubeltowej po in vitro z dda. Wybuchowa mieszanka...
Blog > Komentarze do wpisu

                             Będę szczera. Był taki czas podczas terapii antydepresantam, że nie miałam ochoty przystawać z ludźmi DDA. Drażnili mnie i irytowali swoim malkontenctwem. Dlatego nie kontynuowałam wirtualnych przyjaźni.

Byłam za to zachłyśnięta swoją mocą i energią. Nagle poczułam się tak lekka i pełna wigoru, że trudno mi było za sobą nadążyć :) Właśnie taka byłabym zawsze, gdyby nie depresja. Miałam sobie za złe, że miałam czas na taką fanaberię jaką według niektórych jest właśnie ten stan.

Wyrzucałam sobie, że nie mam prawa jej mieć, bo przecież nie przeżyłam tak naprawdę nic traumatycznego. Pytałam się siebie jak to możliwe, że osoby z pokolenia mojego ojca, które przeżyły wojnę, nie marudziły i nie utyskiwały na swoje życie?

Przecież jestem obdarowana przez los szczodrze. Co tam jakaś histeria z dzieciństwa?! A jednak.

Któregoś dnia mocno analizowałam przyczyny mojego depresji. Okazało się, że naprawdę każdy by miał prawo się podłamać

Zaczynając od wspomnianego dzieciństwa - nie będę wchodzić już w szczegóły, bo ani to budujące, a zresztą część tej historii jest Wam znana. Alkohol, władza, pieniądze, egoizm, namiętności, przemoc fizyczna, psychiczna, finansowa i seksualna.

Mając takie obrazki z dzieciństwa trudno być normalnym. To, że nie jestem menelką, bez zasad i kręgosłupa moralnego, jest dla mnie cudem. Przecież mogłam robić wszystko co mi się żywnie podobało, bo rodziców to nie obchodziło.

Pamiętam, że jako jedna z niewielu z klasy licealnej jeździłam ze swoimi chłopakami na wakacje pod namiot, a moi rodzice nawet nie wiedzieli dokąd?! Wtedy wszyscy w klasie  zazdrościli mi, że mam takich równych starych, ale dla mnie był to szczyt nieodpowiedzialności.

Nie interesowały ich moje pasje i talenty. Tak naprawdę wiele z nich zaprzepaścili.

Byłam świetnym sportowcem. W podstawówce konkurowali ze mną w biegach chłopcy, bo dziewczyny zostawały daleko w tyle. Nauczyciele błagali mnie, żebym przychodziła na SKS i jeździła z nimi na zawody ( na kilku byłam) ale ja miałam inne obowiązki. Pilnowanie rodziców, żeby po imprezie się nie pozabijali. Często długo w nocy a czasem bladym świtem kończyli swoje maratony i wtedy trzeba było ich przypilnować. Ech. A rano miałam stawić na zawody...

Miałam też niesamowitą smykałkę jeżeli chodzi o wszelakiego rodzaju szkolne przedstawienia/apele. Zawsze w nich brałam udział, bo recytacja była moją pasją. Kilka razy brałam udział w konkursach recytatorskich i doszłam do eliminacji wojewódzkich.

Wystarczyło choć trochę mnie zachęcić, pokazać, że MAMA/TATA są ze mnie dumni!

Tak liczyłam, że choć trochę ich sobą zainteresuję. To byłoby dla mnie motorem działań.

A tak szybko kończyłam to co zaczęłam jak tylko miałam jakieś osiągnięcia, bo to w ogóle nie miało dla mnie sensu ze względu na brak poklasku rodzicielskiego.

ETC

Potem wieeeele sytuacji na studiach. Ojciec chciała, żebym została prawnikiem, albo lekarzem tak jak on. Nagle się ocknął, że trzeba mnie ukierunkować. Trochę za późno, bo podczas egzaminów na studia nie da się nadrobić zaniedbań kilkunastu lat. Kiedy odmówiłam, przestał ze mną rozmawiać. Próbowałam się dostać na etnologię i archeologię. Niestety ze względu na wrodzoną tępotę oraz fakt, że trafiłam na wyż demograficzny (12os na jedno miejsce) nigdzie się nie dostałam.

 

Wróciłam z wielkiego miasta W, gdzie zdawałam na etnologię i zabrakło mi 1 punktu, żeby się dostać. Ale mój debilizm nie zorientował się, że można było się odwoływać i pewnie bym się dostała na wymarzony kierunek.

Wróciłam do domu na tarczy po 6 godzinnej podróży różnymi środkami lokomocji. W domu zastałam stół suto zastawiony alkoholem i innymi smakołykami. Tym razem balowali z szanowanym w okolicy prawnikiem/bucem nad bucami.

W drzwiach zadali lakoniczne pytanie "i jak?" więc im powiedziałam, że zabrakło mi tylko jednego punktu. I wiecie co na to powiedział nasz gość?: "to trzeba być debilem, żeby nie dostać się na etnologię!"  Spojrzałam na moich rodziców oczekując jakiejś riposty, a oni NIC, Nie odezwali się słowem!!! To było jedno koszmarne PONIŻENIE! Gdyby ktoś powiedział tak o moim dziecku , wydarłabym mu gołymi rękami wątrobę! To był pierwszy raz kiedy chciałam z sobą skończyć. Wsiadłam w samochód i chciałam się zabić. Nie udało się. Zabrakło odwagi , by zniszczyć ojcu auto.....

W końcu dostałam się na moją wymarzoną archeologię. Co prawda w systemie wieczorowym, ale w mojej sytuacji było mi to na rękę. Ponieważ ojciec nie pogodził się z tym, że nie zostanę prawnikiem/lekarzem odciął mnie od finansów.

Zresztą dużo wcześniej wyprowadziłam się z domu. Obiecałam sobie , że nikt nie będzie mnie poniewierał i bił. Któregoś dnia odwożąc ojca na imprezę, usłyszałam, że po bagażniku auta turlają się butelki (oczywiście z alkoholem). Chcąc być dobrą córką postanowiłam je przenieść do barku, żeby się nie potłukły. Za parę godzin wpadł do domu ojciec z krzykiem gdzie są butelki z bagażnika auta. Wytłumaczyłam mu, gdzie je położyłam. I wiecie co - zamiast nagrody  dostałam kantem ręki w tył szyi. Trochę mnie zamroczyło, pozbierałam połamane kolczyki i poszłam na górę, żeby się spakować. To był ostatni jego cios. Na tyle skuteczny, że mam do tej pory zablokowaną szyję.

Wyprowadziłam się do dobrej duszy, których wokół mnie jest o dziwo dużo. Na studiach utrzymywałam się sama. Ważyłam 42kg, ale byłam szczęśliwa. Nie byłam od nikogo zależna. Pracowałam i studiowałam to co było moją pasją.

 

To, że wracam do tych chwil nie wróży dobrze....

wtorek, 18 stycznia 2011, freedda

Komentarze
2011/01/18 21:43:24
jedno naprawdę mnie cieszy...że żyjesz.
Martwiłam się.
ps. masz rację co do malkontenctwa. mnie moje własne tez już wkurwia.
ps2. z powodu kradzieży z mieszkania wieeeelu rzeczy w tym lapa, zapraszam na nowego bloga. Jeśli chcesz adres, napisz proszę na gazetowego maila.
nie wracaj do smutnych chwil. nie warto! prawda?
-
2011/01/19 13:51:33
Jestem z Ciebie dumna, z tego kim jestes, podziwiam:)
Pozdrów swoje dzieciaki:)
Może odezwiesz się na mojego gazetowego maila?:)
-
2011/01/19 14:30:21
Masz całkowitą rację madhurya, że nie warto wracać do tych smutnych chwil. W pewien sposób próbuję się przed samą sobą usprawiedliwić, że pozwoliłam sobie na depresję :)
aniołku olu to baaardzo budujące "Jestem z Ciebie dumna, z tego kim jestes, podziwiam:)" dziękuję :)

-
2011/01/21 12:52:37
wiesza ta etykietka dda nie jest aż tak zła , z niej też są korzyści jak chodzby wrażliwość , patrzenie w głąb innych , tego nas wyuczono w lot chwytać emocje i robić uniki albo bronić się, umiemy czytać z wyrwanych myśli , zapobiegamy burzom , jesteśmy uczciwi , prawdomówni , i nie załamujemy się byle czym co dla innych byłoby kataklizmem . Dużo przeszliśmy i dlatego o jeden krok wyprzedzamy czyjeś dzianie. Kochana pamiętasz mnie rok temu ? zresztą pamiętam ciebie , nie bierz leków , staraj się na żywca ciąć te emocje w zarodku , dystans i nie podchodz do świata tak poważnie , olej to co da się olać , pisz , pisz na klawiaturę przelej co co się wkurwia , czego się boisz , nie ważne czy z błedami ortograficznymi czy nie , znajdz czas dla siebie , chociaż pare słów , podsumuj dzień . będzie ok , bo musi być - jakiem marzena.
-
2011/02/04 13:47:00
-
2011/03/09 11:26:00
ja też się martwiłam... miło Cie widzieć.
wcześniej byłam "miss_crisis", teraz szukam słońca, bo mam dość kryzysów.
Powodzenia i słońca we wszystkim, co robisz!!! :)